ecce monstrum biforme vorat omnes quos labirinthus implicat: infernum hic notat

środa, 16 października 2013

ŚWIĘTE KĄPANIE...

(3 LATA TEMU)

Dzisiaj mieliśmy ważną rodzinną uroczystość
- mój brat Szymon nareszcie ochrzcił swego syna.
Co prawda jego pierworodny w maju br. skończył
już dwa lata, ale jak to mówią: lepiej późno
niż wcale; zwłaszcza,że gdyby nie pewne...
komplikacje byłby to uczynił dużo wcześniej.
Nie wiem czy pamiętacie, bo wspominałam o tym
już dosyć dawno, ale przed Wigilią 2008 r.
mój dobry znajomy ksiądz proboszcz odmówił mi
wydania takiego papierka, którego potrzebują
rodzice chrzestni, by w ogóle mogli nimi zostać...;

jako praktykujący katolicy i... godni parafianie. ;)
Ponieważ to ja miałam być... matką chrzestną.
Dopiero po korespondencyjnej interwencji Szymona
w Kurii (kiedy to, jako brat, a zarazem... wielki artysta,
reżyser z dalekiego świata, któremu bardzo bliskie są
sprawy rodzinne - wszak nakręcił film "Jak żyć?"
- wstawił się za swoją jakże biedną siostrą-ofiarą)
jej sekretarz, chyba dla... świętego spokoju,
skłonił proboszcza do wydania zaświadczenia. ;)
W międzyczasie jednak Szymonowi jakoś przeszła
ochota na te całe obrzędy, zwłaszcza że i tak
robił to przede wszystkim dla... naszej mamy.

Natomiast później... Kornelia urodziła dziecko. ;)
A że siostra nie miała tego rodzaju oporów co brat,
to nie czekając na niego pierwsza ochrzciła syna,
kilka miesięcy temu, rzecz jasna, che che, korzystając
z faktu, iż oto miałam już stosowny... papierek. ;)
Ktoś powie, że przecież to nie na ten chrzest...
i nie to... dziecko! Tak, wiem. Ale, nie szkodzi... ;)
Ważne jest to, że bardzo chciałam być... matką
chrzestną, taką... dobrą wróżką dla dziecka... ;)
Mimo nalegań naszej mamy, nie miałam przecież
pewności, czy Szymon kiedyś się na to zdecyduje. ;)
A, jak z pewnością już wiecie, bardzo lubię chrzty,
z różnych względów, chociażby nadaje się wtedy imię,
no i w ogóle... rodzi się wtedy... Nowy Człowiek... :)
To taki bardzo, bardzo... magiczny moment w życiu...
Tak więc, zostałam w końcu matką chrzestną Tytuska. ;)
Oczywiście nie chrzciliśmy dziecka w naszej parafii,
z powodu..., hmm, z różnych powodów, che che... ;)
No i dzisiaj... ponownie zostałam... matką chrzestną,
tym razem, che che..., właściwego już dziecka - Tymka.
Ma się rozumieć, na podstawie tego samego zaświadczenia;
przecież mój brat nie mógł drugi raz iść po to samo, no nie? ;)
Zresztą, czy to ważne, co za papierek, grunt żeby był,
a i tak najważniejsze, żeby dziecko było ochrzczone
i miało... matkę chrzestną, która mu dobrze życzy... ;)
Więc stało się, może mniej uroczyście, bo... w sobotę
i w bardzo wąskim... rodzinnym towarzystwie, ale już!
Niestety tę popołudniową, bardzo sielankową i familijną
atmosferę znów popsuł nam ten oszołom, który zawsze
pojawia się w... najmniej odpowiednim momencie...
Kiedy przyjechaliśmy do domu, ten świr właśnie co
wychodził z naszego dawnego mieszkania i zobaczywszy
mnie zaczął się pytać o dzieci, więc powiedziałam mu,
że się go... boją i nie chcą się z nim widzieć..., więc niech...

szybko spieprza, bo może w końcu dostać... po ryju... ;)
Coś tam próbował kwestionować... strach moich dzieci,
że to wszystko... wyłącznie moja robota, itd., że aż
moja bratowa (też Magda ;) prawie go z tego wyśmiała...
Z kolei mój brat, który zawsze był narwany, po prostu
"w gorącej wodzie kąpany", o mało nie wyskoczył z siebie
i dobrze, że mama go powstrzymała, bo gdyby nie to...,
to nie wiadomo co by jeszcze wtedy zrobił... dobrego. ;)
W każdym razie powiedział mu, albo raczej wykrzyczał,
żeby się, hmm, wyniósł (to oczywiście eufemizm jest ;)
ze... świętej ziemi jego przodków i... nie zakłócał mu
ważnego... dla niego święta, święta jego dziecka... ;)
Po czym brat mój - tak trochę dziwnie - zaczął skakać
wokół intruza, udając że robi mu... reporterskie zdjęcia,
a następnie po trzykroć z zaciśniętymi zębami zapytał go,
nieco enigmatycznie, czy wie co najlepiej smakuje na zimno.
Mimo tych wszystkich... szamańskich zabiegów mojego brata,
ten świr tylko przyglądał się mu z pewnym zaciekawieniem,
a może nawet rozbawieniem, w każdym razie wcale nie dał się
sprowokować i po chwili zwyczajnie sobie poszedł i pojechał.
Minęło nie więcej niż pół godziny, a oto mój brat dostał
od tego oszołoma lakonicznego SMS-a, z którego treści
wynikało (dając mu do zrozumienia, ale nie wprost), że...
bez problemu rozkodował jego wcześniejszą, filmową wypowiedź.
To zaś, podziałało na Szymona jak kubeł... zimnej wody. ;)
Dlatego też, prawie natychmiast odpisał mu, usiłując nieco
złagodzić swoje zdanie, a nawet zmienić pierwotne intencje...
No bo..., w wypowiedzi brata, chodziło przecież o... zemstę, ;)
a pomny minionych doświadczeń..., brat jednak wolał mieć spokój.
Tak więc, dosyć wesoło było w ten... ostatni weekend naszego
lokatora na naszej ziemi, jeszcze kilka dni i nigdy więcej
nie wejdzie już do naszego dawnego mieszkania, che che... :)
Jeśli jutro też się pojawi (oby nie!), to moja mamusia,
będzie mogła mu dumnie zaśpiewać... ostatnia niedziela... ;)