(3 LATA TEMU)
Dzisiaj ziściło się moje i mojej mamusi... marzenie...;)
Szkoda tylko, że musiałyśmy czekać na tę wielkopomną chwilę
aż... 2 lata i 1 miesiąc; ale i tak... warto było, naprawdę. ;)
Wszystko zaczęło się zgodnie z planem, czyli punkt 10.00.
Pani komornik z drugą panią do pomocy (jej asesorem) w pełnej
gotowości bojowej czekały już na naszego lokatora w asyście
dwóch młodych, nieco poddenerwowanych... policjantów... ;)
Wszak przed nikim nie ukrywamy, więc i teraz też nie ukrywałyśmy,
że jest to człowiek wyjątkowo niebezpieczny i... nieobliczalny. ;)
Jak podejrzewam, to nasze odczucie... udzieliło się towarzyszącym
nam funkcjonariuszom, którzy pewnie trochę obawiali się tego,
co tu może się za chwilę wydarzyć, kiedy ten świr przyjedzie... ;)
A ten, jak na złość, przytrzymał wszystkich... do ostatniej chwili,
bo podjechał pod dom, kiedy właśnie dochodziła godzina dziesiąta.
Wszyscy w ciszy i napięciu oczekiwaliśmy, co teraz... będzie...
Z mamą i paniami z biura komorniczego czekałam w korytarzu,
zaś obaj policjanci pełnili wartę przy drzwiach wejściowych.
Kiedy oszłom zbliżył się do schodów prowadzących do drzwi
jeden z policjantów zapytał go, czy ma zamiar..., to znaczy czy...
będzie stawiał opór, na co on (co za szelma), omal nie parsknął
śmiechem - wyraźnie wprawiając tym stróżów prawa w zakłopotanie
- i z rozbrajającą szczerością odparł im: ależ oczywiście panowie...,
przecież jak mógłbym inaczej; przez co zupełnie już nie wiedzieli,
czy mówi serio, czy też sobie zwyczajnie z nich... jaja robi...
Tak więc, już na dzień dobry mogli się sami przekonać, że to
nieobliczalny świr, z którym nigdy do końca nic nie wiadomo...
Kiedy weszli do środka, pani komornik rozpoczęła... procedurę...
Sprawdzila... obecność i poleciła asesor wszystko protokołować.
Odniosłam wrażenie, iż czuła się w naszym byłym mieszkanku....
jakoś dziwnie nieswojo, trochę zdezorientowana panującym tam...
porządeczkiem, który to uczyniliśmy świrowi ponad rok temu...
Z początku nie bardzo wiedziała, jak się ma do tego zabrać,
bo wszystko było wymieszane i prawie nic na swoim miejscu. ;)
Choć powoli zaczęła się rozkręcać, to co rusz miała dylemat,
czy ma spisywać i liczyć każdą... łyżke, gazetę czy inne szpeje. ;)
Gdyby nie nasz oszołom, który dosyć często mówił jej,
by dała spokój z tymi duperelami i zapisywała tylko konkrety
(nie wiem, czy to był przejaw litości czy tylko pośpiech),
to myślę, że spokojnie zeszłoby jej z tym wszystkim do wieczora. ;)
Niejednokrotnie informował ją też, że to..., czy tamto... nie jest
przecież jego, tylko... dzieci (wtedy pakowała to do kartonowego
pudła, które następnie zabrała moja mama) albo że to wspólna...
małżeńska własność, o której nie chce... sam decydować. ;)
W ten sposób komornik, jej asesor i świr wędrowali z jednego
pomieszczenia do drugiego..., a ja z mamusią i policjantami
stałam w głuchym... milczeniu z dala, w środkowym korytarzu...
Przyznać muszę, że momentami udawało mi się na tyle... wyłączyć,
że w zasadzie byłam tam tylko ciałem, duchem zaś nieobecna...,
zwłaszcza wtedy, gdy ten oszołom coś tam... do mnie... mówił.
Dlatego, być może, nie wszystko pamiętam, inne zaś szczegóły...
tak trochę, jak przez... mgłę, w kazdym razie w pewnym momencie
ten świr zaczął pytać moją mamusię, czy jest aż tak... wspaniała,
że zastąpi swojej córce... męża, che che, a moim dzieciom... ojca. ;)
Ale moja mama, podobnie jak i ja, milczała jak... grób, zaś na jego
powyższą... prowokację, ostentacyjnie... odwrociła się tylko tyłkiem,
ku osłupieniu i konsternacji... biednych funkcjonariuszy policji.
Pani komornik natomiast, mimo swej oschłości i oziębłości,
z każdą kolejną minutą sprawiała wrażenie osoby coraz bardziej...
zdołowanej, coraz częściej kręcąc główką z... niedowierzania...
Z tego wszystkiego zaczęła półszeptem mówić, nie wiem do kogo,
czy do oszołoma, czy do pani asesor, a może tylko sama do siebie:
takie ładne mieszkanko..., ehhh... takie ładne mieszkanko...
W pewnym momencie pojawił się tam również nasz... dzielny Tom,
który ochoczo zabrał się do... wymiany zamka w drzwiach,
co z należytą uwagą zostało odnotowane w... protokole eksmisji.
Dzięki takiej... współpracy wszystko trwało niespełna godzinę,
a moja mamusia ponadto otrzymała... bardzo odpowiedzialną
i zaszczytną funkcję... wielkiego dozorcy wszelkich rzeczy. ;)
Po wyjściu wszystkich z mieszkania, zamknięciu drzwi
i złożeniu przez uczestnikow podpisów do protokołu, powyższą,
długo przez nas oczekiwaną czynność zakończono. Amen... ;)
Kiedy przez chwilę jeszcze tam stałam na balkonie przy schodach,
a wszyscy pomału rozchodzili się, ten oszołom na odchodne coś
z dołu do mnie przez chwilę gadał, zaś policjanci niepewni czekali,
aż łaskawie skończy i opuści posesję bez... obiecanego im oporu. ;)
Nie bardzo go słuchałam, a już z pewnością na niego nie patrzyłam,
ale chyba pytał się, czy teraz jestem już zadowolona i szczęśliwa. ;)