ecce monstrum biforme vorat omnes quos labirinthus implicat: infernum hic notat

sobota, 19 października 2013

ARS PRIMITIVA...









(3 LATA TEMU)

Wbrew moim... naszym obawom, świr nie pojawił się
ostatniej niedzieli, che che..., naprawdę ostatniej, więc
moja mamusia niestety nie miała okazji zaśpiewać mu,
tej bardzo... hmm..., ładnej, warszawskiej piosenki... ;)
Za to przyjechał dziś..., tak trochę niespodziewanie...,
chyba zaraz po pracy, gdyż jeszcze widno było...
Wstąpił tylko na chwilę do mieszkania, a później...,
ku naszemu ogromnemu zaciekawieniu i zdumieniu,
podszedł do muru dzielącego nas od południa z sąsiadem
i z (nie mnIejszym od naszego) zainteresowaniem, zaczął
przyglądać się mojemu, niedawno powstałemu graffiti.
Widocznie bardzo mu się spodobało moje dzieło (Janek mi
trochę w tym pomagał, ale tylko trochę ;), bo za chwilę,
ku zaskoczeniu wszystkich zabrał się do..., che che,
do jego obfotografowywania; to z tej strony, to z tamtej...
Widzieliśmy wszystko z pokoju mamy, bo jej okno akurat
wypada wprost na tę, obecnie ślicznie pomalowaną ścianę.
Byliśmy oczywiście zamknięci w domu, ale dyskretnie obserwowaliśmy to przez okno; tylko Tomek w pewnym
momencie wyszedł na południowy balkon ze swoją nową
zabawką - cyfrową kamerą, by radośnie go stąd filmować.
Niestety nie miał Tom zbytniego szczęścia, bo ten oszołom
zaraz się stamtąd zabrał, a kierując się do wyjścia tylko mu
pomachał, proponując jednocześnie, że może... zatańczyć. ;)

Nie przypuszczałam, że moje dzieło może wzbudzić takie
duże zainteresowanie tego świra, kto by... pomyślał... ;)
W gruncie rzeczy to wolę pisać niż malować czy rysować,
chociaż zdarzało mi się to na starych... zeszytowych kartkach,
nierzadko tych samych, na których pisałam... moją bajkę,
różne dziwne historie, które... działy się... w mojej głowie.
Ale tylko czasami, kiedy, że tak powiem, byłam... na fali... ;)
Dlatego oprócz... spiral, najczęściej rysowałam bohaterów
moich opowieści, a każdy z nich miał swoje... irlandzkie imię.
Często zdarzało się, że te postaci wycinałam, by następnie
znalazły miejsce w moim... super tajnym... pudełeczku...
Robiłam to od bardzo dawna, odkąd pamiętam; w liceum
i na studiach, a nawet później, zwłaszcza kiedy miałam...
ciszę i byłam... sama w domu..., wtedy mogłam cieszyć się
ich... towarzystwem, chociaż nie każdy z nich był dobry...
Ale to był mój... świat, a oni zaś jego... społeczeństwem...
Z tego co pamiętam, to chyba raz pokazałam mężowi
(dawno temu) to moje... tajne pudełeczko z... ludzikami. ;)
No ale o tym, to może innym razem, przy innej okazji... ;)
W każdym razie, poza jakimiś kredowymi malunkami...,
nigdy wcześniej nie zdarzyło mi się popełnić tak... che che...
monumentalne dzieło..., prawdziwe graffiti..., prawda..? ;)
Pomyśleć tylko, jaki można zrobić użytek z resztek, różnych
starych farb...; wszystko przez te ostatnie porządki mamy,
która miała kolejną akcję... sprzątanie świata i przy okazji
znalazło się parę puszek z pozostałością do wykorzystania. ;)
Dzięki temu, moje smoki wyszły bardzo... kolorowe, prawie
jak w tym uroczym filmie "Avatar" (cieszę się, że Janek mógł
go też obejrzeć ;)  - piękne i groźne zarazem, jak... żywe... ;)
Ale to nie jest... "Avatar", tylko to jest... mój film..., moja historia,
opowieść, która ciągle za mną chodzi i mnie... prześladuje,
po prostu mam ją ciągle przed oczyma, w mojej głowie...
Może stąd ta dziwna fascynacja smokami, które nie dawały
mi spokoju zwłaszcza wiosną 2008 r., ale to akurat wiecie... ;)
Tak więc są... smoki, dużo smoków, duże i małe,  ale nie mogło
zabraknąć ludzików, szczególnie tego ze... złotym mieczem. ;)
On także jest częścią... moich snów i całej tej przedziwnej
historii, która po prostu... mieszka w mojej głowie czy tego chcę,
czy nie, a którą chciałabym kiedyś całą opisać w książce.
Na razie mam zapisaną tylko niewielką część z tego - trochę
na czysto w komputerze, trochę zaś w zeszytowym brudnopisie,
najwięcej zaś... w głowie. Może kiedyś mi się to uda... ;)

Wracając do mojego graffiti, to oczywiście nie mogło się
ono również obyć bez sugestywnej... czachy i... spirali,
które uroczo dopełniają całości tego wspaniałego obrazu. ;)
Może i brzmi to cokolwiek nieskromnie, ale ja rzadko jestem
z czegoś zadowolona, a już zwłaszcza z... siebie, dlatego
musicie mi wybaczyć te wszystkie moje... aktualne zachwyty. ;)
Zresztą mojej mamie także się spodobało, do tego stopnia,
że aż mi pozazdrościła i sama (no może nie zupełnie,
bo inni domownicy też chcieli mieć w tym swój udział ;)
namalowała własnego... hmm... smokonietoperza (?)  ;)
W przeciwieństwie do szarości muru owo... monstrum ma
piękny biały podkład na ścianie budynku gospodarczego,
gdzie moja mamusia doprawdy ślicznie wkomponowała je
w swoiste... ramy po obrysie stojącego tam kiedyś... wychodka. ;)
Prawdziwe, utylitarne... cudo, nic więc dziwnego, że moja
mama jest dumna ze swojego dzieła bardziej niż ja z własnego. ;)
W zasadzie to mogłybyśmy teraz... bilety sprzedawać,
a tu oszołom za darmo, bez pytania kogokolwiek o zgodę
oglądał nasze dzieła sztuki i w dodatku jeszcze zdjęcia robił.
Pocieszamy się jednak myślą, że to już..., che che, ostatni
raz i wkrotce będzie mógł sobie popatrzeć, co najwyżej,
zza bramki, bo jutro wreszcie oczekiwana... eksmisja. ;)